Harry and Hermione

Temat: projekt Moje Miejsce
Dzięki wszystkim za słowa otuchy jeżeli chodzi o kuchnię. Już dawno się pogodziłam z tym, że nie będę mieć takich przestrzeni jak moja mama, no ale moi rodzice mieszkają w bardzo starym domu i tam niemal wszystkie pomieszczenia są takie duże. Pewne jest za to to, że przynajmniej będzie mniej do sprzątania :lol:

My przenieśliśmy pomieszczenie gospodarcze w miejsce WC i dzięki temu przy kuchni będę miała spiżarnię, co by już samej kuchni nie zagracać. Co prawda drzwi do spiżarni, trochę zmieniają układ kuchni, ale coś za coś.

Jeżeli chodzi o dolną łazienkę to faktycznie jest malutka. W pewnym momencie już nawet mieliśmy pomysł, aby zrezygnować całkowicie z jednego z pokoi przy łazience i zrobić duży salon kąpielowy z widokiem na ogród. Stanęło jednak na tym, że na górze zlikwidowaliśmy kącik komputerowy i powiększyliśmy łazienkę. Wydaje mi się co prawda taka troszkę „kiszkowata” (przynajmniej na rysunku), ale mam nadzieję, że uda nam się to jakoś fajnie urządzić.

Bernardo
Ogólnie nasza ekipa stara się naprawdę czysto pracować i nie możemy na nich narzekać. Wszystkie odpady itp. ładują do worków, a co większe składują w jednym miejscu.
Ostatnio na życzenie murarzy nawet miotłę musieliśmy kupić. A to dlatego, że w naszej ekipie murarskiej jest jedna kobieta, która jest pomocnikiem od lżejszych prac (choć np. fundamenty kopała równo z mężczyznami :o ) i ona właśnie pilnuje porządku :D
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=50648



Temat: Miss Bimbo
Dot.: Miss Bimbo
  A ja gram w angielska miss bimbo.Ostatnio narzucili kilka fajnych rzeczy do ogrodu.No i wlasnie jestem na 24lvl i moge urzadzic tylko jeden pokoj a wczesniej moglam kilka:( tak samo garden w zaden sposob nie moge go urzadzic. O co biega?:confused:
Źródło: wizaz.pl/forum/showthread.php?t=267949


Temat: W odcieniach brązu

  Lubie domy, w których autor od początku do końca ma pomysł, co, gdzie i jak ustawić, żeby całość miała 'ręce i nogi' i chwytała za oko, sprawiając, że sam oglądający zapragnie w danym domu zamieszkać...

Tutaj widać pomysł był i to nie banalny, wręcz powiedziałabym bardzo fajny, jednak wielkość parceli Cię trochę przerosła.
Jak już ktoś wspomniał wyżej, brak spójności ogrodu, głównie przez rozrzucone meble ogrodowe,ozdoby które sprawiają, że wygląda to nienaturalnie. Komu chciałoby się chodzić kilometry tylko po to, by urządzić grilla we własnym ogrodzie?! Tarasy staraj się robić w pobliżu samego domu, wyjdzie to przytulniej i bardziej realistycznie.

Dach mimo tego, że płaski podoba mi się, nie jest 'nudnym, płaskim dachem' tylko... dachem. ;-)

Wnętrza bardzo mi się podobają, starałabym się bardziej łączyć kolory i dodatki...
Np. Brązy lubią zieleń, czerń biel przełamaną czerwienią, etc... Możliwości jest wiele i tylko od Ciebie zależy gama kolorystyczna, a jako że widać, że masz talent czekam z niecierpliwością na Twoją następną chałupkę. ;-)

Pozdrawiam.
Źródło: forum.thesims.pl/showthread.php?t=44227


Temat: Co do kojca?
No cóż...
Jeśli chodzi o kojec.... Jak przeprowadziliśmy się na wieś postanowiliśmy urządzić naszym dwóm suczkom rasy samojed taki wynalazek. A że mieliśmy fajny budynek gospodarczy na działce, który akurat sie do tego nadawał, zamiast remontować dom zaczęliśmy od psiej budy. Najpierw ogrodziliśmy dość duży wybieg, wszystko jak się patrzy, pdmurówka, siatka,itp. Później środek budynku, więc: nowa wylewka, podłoga z desek (w domu takiej nie mam), na to lenteks, żeby pieski nie marzły, itd... Naprawdę nie wiem po co nam to było, bo nasze pieski w domu mieszkają, to dogoterapeutki, więc jeżdżą z nami do pracy, bardzo rzadko zdarza się, żeby zostawały same, a jak już zostają to w domu, bo przecież szkolone, dorosłe i nic nie niszczą. Jak ktoś przychodzi, umieją sie zachować, za bramę nie wychodzą, choćby była otwarta... Czasem, jak jedziemy na zakupy to je do tego kojca zamykamy i nic poza tym. Sytacja zmieniła się diametralnie na początku wakacji, kiedy to do naszego stada dołączyła nowa suczka - tym razem siberian husky. I wtedy się zaczęło... W kojcu nie ma już lenteksu (Bunia zjadła), podłoga z desek też nie wytrzymała jej ząbków. Później wzięła się za siatkę i po kolei wyjmowała z niej druty lub wygryzała dziury zębami. Jak się przekopała pod podmurówką to musieliśmy wyłożyć na zewnątrz w wybiegukostkę chodnikową. Siatka została zastąpiona elementami z płotu (porządny, metalowy z prętów), ale cóż 2,2 m to nisko było. Efekt tego taki, że nasza haska najczęściej przebywa w domu, a jak już musimy ją zostawić w kojcu, to na 10 m smyczy, bo inaczej ucieka. Gdyby wiała tylko do ogrodu nie byłoby sprawy, ale ona zapuszcza się w wioskę, straszy ludzi i poluje na koty, kury i wszystko c się rusza. Tak więc i kojec i budyne dla piesków mieliśmy piękny, ale... do czasu!!!
Źródło: forum.stake-out.org/viewtopic.php?t=440


Temat: Listopadowy wąteczek pełen ploteczek
kochane witam noworocznie!

Kinuś, gratuluję kolejnych pieknych widoków i słuchowiska serduszkowego
Faktycznie Twój suwaczek mknie szybko...już niedługo będzie koniec 1 trymestru...a potem będzie płynąć jeszcze szybciej...
W Nowym Roku - tak bardzo dla Was szczęśliwym życzę Ci spokojnych kolejnych miesięcy ciążowania, radości z każdego dnia oczekiwania na Skarba, duuuużo miłości i samych uśmiechniętych dni I przeganiam przeziębienie a kysz a kysz.


Ev, to już naprawdę ostatnia prosta Tak to błyskawicznie zleciało....a czuję jakby to było wczoraj kiedy na spacerze z Krzysiem odczytywałam Twojego smsa
Tobie też jako lada_moment_podwójnej_mamusi i rocznikowej 2008 (to się Wam z Zu udało rówieśników zaplanować ) życzę spokojnych ostatnich tygodni ciąży, błyskawicznego i łatwego porodu i wielkiej wielkiej radości i szczęścia - i żeby udało się Wam sprawnie urządzić na nowym miejscu ...no i żeby się nam udało w końcu jakoś spotkać bo coś mi cieżko idzie z wybraniem się I zdrowiejcie tam szybciutko!!! CMOK

Jolutku, niech Nowy Rok przyniesie spełnienie bocianowego dzieciątkowego Cudu , niech Wam Pitek zdrowo i ślicznie rośnie a domek i ogród niech pięknieją z każdym dniem!!!
Z całych sił trzymamy kciuki za wizytę w klinice 9go stycznia

----
nasze Święta na szczęście minęły w domu, badania Krzysiowe powtórzone nie wykazały tak dramatycznych jak za pierwszym razem ilości bakterii, podjęta była decyzja że nie ma potrzeby męczyć dziecka i jego organizmu kolejnym antybiotykiem.
Kristoff je wciąż bardzo malutko Wrócił z ilościami do czasów lipiec - sierpień...ech...i jak tu ma rosnąć i przybierać na wadze A przecież nie zmuszę go na siłę, stosujemy różne tricki ale młodzież coraz trudniej wysiedzi w krzesełku do karmienia i generalnie broni się przed podawaniem jedzenia. Po prostu niejadek ekstremalny. Ale zdecydowałam się na własną rekę robić badania na pasożyty bo nieinwazyjne są ..a z kolei nawet nasz ulubiony pediatra jest przeciw....więc ja dla swojego spokoju się do tego zabiorę i wyślę próbki do takiego polecanego labu w Wwie (można wysłać kurierem). Coś przecież musi być na rzeczy Zaczynam się nawet bardziej martwic wzrostem Krzysia niż jego wagą, bo niejadki są owszem chudziaczki ale rosną wzwyż a on taki malutki, niziutki, wygląda na 7-8 miesieczniaka...

Sylwestra mieliśmy przetańczonego, bo młodszy brat M. i jego żona zabrali nas staruszków ze swoim towarzystwem do klubu muzycznego na imprezę. I muszę przyznać bawiliśmy się bardzo fajnie, potańczyliśmy (nawet w piątek nową kieckę zakupiłam...), podrinkowaliśmy i trochę się oderwaliśmy od codziennych spraw. Kristofffem opiekowała się moja mama i dziecię wybudziło się z hukiem petard i fajerwerków - przez godzinę miał oczęta jak spodki i tylko ciągle chciał patrzeć przez okno na widoki (mama miekszka na 6tym piętrze) a potem padł...

całuję Was bardzo mocno noworocznie CMOK
Źródło: forum.staramysie.pl/viewtopic.php?t=14


Temat: Czy ja naprawdę chce mieć własny dom?????
Chce budować dom. Przynajmniej tak sadzę :)
Taki normalny - nie za duzy nie za maly , przytulny, taki dom co to gęba sie usmiecha na sama mysl o powrocie do niego.
Oczywiscie wolno stojacy z ogrodkiem - wiekszym , mniejszym nie ważne.... :)
Sadze ze 99% Forumowiczów wie o co mi chodzi bo marzy buduje lub też mieszka w takim domu...

Teraz w długi weekend zostaliśmy zaproszeni (ja , mąż i dziecko) do domu przyjaciólki (niedawno wybudowanego) która to przyjaciólka musiala pilnie w b. ważnej sprawie wyjechać za granicę a konczyla pena rzecz w domu i ktoś koniecznie musial byc obecny - i poprosiła o przysługe nas :)
Ponieważ dom mieści się w przepieknej okolicy (zachodniopomorskie) nad jeziorem, przy lesie, ma cudowny ogród , piekny taras, droga daleko, ptaki spiewaja, sarny prawie że pod płot podchodzą i jest pieknie - potraktowalismy to jako darmowe wakacje :)
I własciwie pierwszy raz mialam okazje pomieszkać 10 dni w domu z ogrodem...


I trochę zwatpiłam.... i zaczełam sie zastanawiac czy ja naprawde tego chcę.
Ok - są rzeczy piekne - taras , drink, gazetka... śpiew ptakow rano, rechot żab wieczorem.
Cudowna cisza i blogi spokoj
Ale sa rzeczy ktore mnie odrzucily - raz ze huk roboty w takim domu - przez tydzien nie ruszylismy nic w ogrodzie i z pieknego zmienil sie w mniej piekny. :(
Maz raz chcial skosic trawe (uwazal ze to fajne zajecie i zabawne) a po godzinie nawet polowy nie obskoczyl (fakt ze ogrod bardzo duzy ::) poddal sie i powiedzial ze ma w ....(cenzura)
:lol: :wink: te kosiarke i te trawe....
Kupa rzeczy do zrobienia tez w domu ( caly czas sa rejony nie tkniete - i w stanie mocno "surowym") albo nie urzadzone (dom ma ok. 3 lata i pewnie tak samo bylo by u nas z powodu ze nikt z rodziny nie wygral miliona zeby od razu hurtowo caly dom uzadzic :))
Klopoty z woda - cos strzelio i byly problemy...
Raz wysiadl prad i nie bylo go przez pol dnia i cala noc....
Brud wnoszony z podworka (przez nas i przez psy ) pomimo tego ze staralismy sie uwazac i zmieniac kapcie i buty :)
Miliony robali - ktorych nienawidze - wlazacych do domu :(
Miliony meszek i komarow co sparwialo ze czasmi pobyt na tarasie stawal sie nieznosny...
Minusy zwiazane z odlegloscia (cisza to plus :)) - robilismy zakupy i zapomnielismy dupereli ale waznej - efekt - jazda samochodem do miasteczka (25 minut w jedna strone bez korkow) zebvy ta duperele kupic ...

itp. itd.
A i tak jest tam dobra droga,(asfalt) dom b. wygodny a otoczenie urzadzone...
zaczynam sie wiec zastanawiac czy ja po prostu jednak nie jestem "miastowa" :roll:
Jak tam sobie radzicie z przejsciem z miasta na "wieś"?:)
Z tymi uciazliwosciami? z oczywistymi niedogodnosciami (nie odsniezysz drogi - nie wyjedziesz :))
Czy plusy sa jednak wieksze?
:)

Ja jak wrocilam do naszego mieszkania - odetchnelam z ulgą .... :)
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=85591


Temat: Aparat cyfrowy
W "Wysokich obcasach" - babskim dodatku do Gazety Wyborczej - ciekawy felietonik o aparatach cyfrowych. Nie o technice, a o mentalności ludzi trzaskających setki i tysiące cyfrowych fotografii. Moje przemyślenia były bardzo podobne i dlatego na razie całkiem świadomie tkwię przy aparatach na zwykły film.
Cierpliwych zapraszam do lektury:

Zrób cziz czyli fotomania

Jak to było miło, jak nie było fotografii. Człowiek mógł sobie pochodzić, popatrzeć, coś zapamiętać, niektórzy to nawet rysowali lub malowali. To, co nie było ciekawe, się zapominało. Widocznie nie było warte zapamiętania

Wyjeżdżałam do kuzynów w Londynie i chciałam zabrać zdjęcia dzieci, pokazać, jak jedne urosły, a inne się zestarzały. Każdy lubi pochwalić się zdjęciami dzieci. Moje koleżanki mają w portfelu, a niektóre także na biurku w pracy całe drzewa genealogiczne. Poprosiłam więc pana Bojańczyka, który u nas w domu pełni funkcję fotoedytora, żeby z biliona zdjęć, które znajdują się w jego komputerze, udostępnił mi parę.

Otworzył laptopa i na ekranie ukazało się kilkaset plików obejmujących ostatnie lata naszego życia. Wigilie, Wielkanoce, chrzty, weekendy na wsi, wakacje w Białogórze, Toskania, narty, sylwestry, pogrzeby, rozpoczęcia roku szkolnego, spacery z psem na Kabatach. Był nasz sąsiad w Bryńsku pan Kazio z pługiem, siostrzenice i bratanice, dzieci zdmuchujące coraz większą liczbę świeczek na tortach, pies leżący, skaczący, śpiący oraz dziesiątki niezidentyfikowanych twarzy w niezidentyfikowanych miejscach. Dokumentacja, którą można by obsłużyć kilka pism podróżniczych i magazyn kynologiczny.

Moi rodzice mieli kilka albumów ze zdjęciami, w tym jeden mój ulubiony, drewniany z szarotką na okładce, z kartkami z czarnego papieru i zdjęciami włożonymi w specjalne rogi. Zaczynał się od rytualnego zdjęcia mnie jako niemowlęcia na futrze, po czym w porządku chronologicznym następowały: dzieciństwo, przedszkole, szkoła, matura itp. Liczył może z 50 zdjęć. Można go było przejrzeć w 10 min i zawsze był pod ręką. Zresztą jest do dziś.

Teraz cyfrówką mój mąż trzaska zdjęcie co minutę. Szczególnie kiedy wyjeżdżamy gdziekolwiek, nawet 5 km za Warszawę, pan Bojańczyk jak Japończyk uzbrojony w nikony rusza do akcji. Czy możesz stanąć pod tym drzewem? Czy możesz zdjąć okulary, proszę, ustaw się tak, żebym mógł objąć tę bramę (portal, płot...).

I myślę sobie wtedy, jak to było miło, jak nie było fotografii. Człowiek mógł pochodzić, popatrzeć, coś zapamiętać, niektórzy to nawet rysowali lub malowali. To, co nie było ciekawe, się zapominało. Widocznie nie było warte zapamiętania.

Dzisiaj nie ma mowy, żeby cokolwiek zapomnieć. Rejestruje się wszystko. Niestety, również mnie w pozach i sytuacjach, w których wcale nie mam ochoty być zarejestrowana (w rzeczywistości jestem o wiele ładniejsza niż na zdjęciach, słowo daję).

Ale nawet gdyby uznać, że całe to fotografowanie ma jakiś sens, to tylko wtedy, jeżeli zdjęcia można by kiedyś obejrzeć. Ale nie, one zapadają się w czeluść komputera, z której nawet zainteresowanym nie chce się ich wyciągnąć, a co dopiero, gdyby chciał to obejrzeć ktoś znajomy. Uruchomić komputer, poszukać, otworzyć. Nie, nie opłaca się.

Z fotografią cyfrową związana jest też inna plaga. Rozsyłania hurtowych ilości fotek po internecie. Niektóre miewają, co gorsza, tzw. dowcipne podpisy. Boki zrywać. Bliskiej rodzinie oraz przyjaciołom na antypodach wybaczam, nawet chcę zobaczyć, jak wyglądają. Dalszym już nie. I przysięgam, że nigdy nie zapchałam niczyjej skrzynki mailowej pocztówkami z Grecji. Mimo że takowymi, owszem, dysponuję.

Pozostawiam je jednak na intymne wieczory, na których, jeśli dojdzie do oglądania, będą obecne wyłącznie osoby figurujące na zdjęciach. Zaświadczam również, że nigdy nie zdarzyło mi się urządzić wieczoru slajdów, na których znajomi zmuszani są do oglądania wakacji gospodarzy.

Oczywiście, że przemawia przeze mnie niska zawiść, bo sama nie robię zdjęć. Ale uwielbiam je oglądać. Zwłaszcza te, na których jest moja rodzina. Zwłaszcza te stare, z epoki przedcyfrowej, czarno-białe albo zżółkłe nieudolne orwochromy z lat 70. Papierowe, dotykalne. Obiecuję sobie, że zrobię porządek w szufladzie, gdzie kłębią się ich tony (te, na których wyszłam najgorzej, usunęłam), i powkładam do albumów, wszystkie będą podpisane.

Rozumie się samo przez się, że podobny jak do cyfrówki, a nawet gorszy stosunek mam do kamery wideo. To znaczy nie przeszkadza mi, jak panowie na plaży filmują swoje żony wcierające olejek i dzieci budujące zamek, ale sama bym na to nie poszła. Na różnych naszych uroczystościach rodzinnych nie było nigdy filmowania, czego w zasadzie nie żałuję.

Ale ostatnio zaprosili nas znajomi na kolację. Znajomi ci posiadali kamerę w czasach, kiedy kosztowała tyle co pół fiata 125p. - Nagraliśmy nasze stare filmy na płyty - powiedzieli. - Są tam wasze dzieci. Chcecie zobaczyć?

Chcieliśmy, zwłaszcza ja. Na filmach były urodziny w Zalesiu, gdzie grupka znajomych dzieci, uwijając się wokół stołu w ogrodzie, cokolwiek spłoszona obecnością kamery, wpatrywała się w nią podejrzliwie. Na krzesłach tatusiowie z włosami do ramion oraz mamusie. Między innymi ja w wielkich okularach a la 'Polowanie na muchy'. Gdzieś mignęły nasze małe chłopaki, ale w tle, bo właściciele kamery filmowali głównie swoje dzieci.

- Wiesz, jednak taka kamera to fajna rzecz - powiedziałam do pana Bojańczyka. - Przecież ci mówiłem, ale zawsze byłaś przeciw - odpowiedział z triumfem.

Joanna Bojańczyk
Źródło: browar.biz/forum/showthread.php?t=40177