Harry and Hermione

Temat: domowa krawcowa - czyli uszycie zasłon
Witam. Mam pytanie dotyczące szycia zasłonek - czy któraś z Was szyła może albo wie jak się szyje tzw. WODĘ zamiast lambrekinu na karnisz (tj. takie pólkole pomarszczone po bokach). Strasznie podoba mi się taki zestaw, ale nie wiem jak się takie cudo kroi. Generalnie szyć potrafię, teraz "z okazji" złamanego kolana dostałam nowa maszynę do szycia (coby mi się nie nudziło), materiał kupiłam - cudowny żółty woal ale boję się zniszczyć kawał materiału nieudolnym szyciem. Myśłę sobie że taką wodę kroi się jako trapez chyba ale jakie proporcje??? Proszę o pomoc domowe krawcowe
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=25329



Temat: Wyposażenie dla Ligi
Ponieważ zalegało u mnie trochę dermy i trochę pluszu z jakiejś zasłony, uszyłem dwa podkłady do strzelania z leżaka. Derma nie powinna przepuścić wody, a plusz będzie trochę izolował. Ponieważ zazwyczaj mamy pięć stanowisk, chcę uszyć co najmniej jeszcze trzy sztuki, aby leżały na miejscu, na mokre lub mroźne dni. Potrzebuję na ten cel 2,7m bieżącego jakiejś dermy. Jak mogę pomarudzić to szerokość 1.6m, ale ostatecznie 1,4m też styknie. Może u kogoś coś takiego zalega i się kurzy, proszę o info. Pluszu jeszcze wystarczy na trzy, cztery sztuki. Jakieś inne nieprzemakalne wynalazki też wykorzystam.
Źródło: frontwschodni.org/phpBB2/viewtopic.php?t=1994


Temat: Taka sobie bazgraninka
zawsydzacie mnie...

a więc teraz kawalek grafomańskiego fantasy ...

Zamek szumiał swoim zwykłym codziennym gwarem. Rycerze, podzwaniając zbrojami i butami na ostrogach, maszerowali w różne strony, powiewając płaszczami w kolorach zależnych od hierarchii zamkowej. Ledwo co mianowani z giermków na rycerzy nosili najzwyklejsze, uszyte ze zwykłego, najtańszego zielonego materiału. Rycerze- wojacy, z co najmniej pięcioletnim doświadczeniem, w tym również w walce, nosili szafirowoniebieskie. Właśnie tych rycerzy kręciło się tu najwięcej. Starzy i bardzo doświadczeni lub bardzo zasłużeni nosili ciemnozielone płaszcze z delikatnym złotym haftem oplatającym subtelnie herb rodowy. Najznamienitsi, z wysokimi mianami szlacheckimi, a nawet książęcymi, nosili okrycia w kolorze pięknej, głębokiej czerni, bardzo często z najlepszego jedwabiu lub atlasu, jednak bardziej jako ozdobę i strój reprezentacyjny przy ważnych okazjach niż jako ochronę. Do okrywania się przez zimnem i deszczem każdy rycerz miał bowiem, niezależnie od statusu, gruby, szary lub brązowy płaszcz z grubej deki, z jakiej zwykle robiło się zimowe okrycie dla koni. I żadnej nią nie gardził, gdyż na trzaskającym mrozie, ulewnym deszczu czy wietrze niemalże urywającym głowy dawała ciepło i szczelną zasłonę.
Przez kutą w żelazie, solidną bramę wjechał na zamkowy krużganek kolejny rycerz. Po stroju przybysza znać było, że nie jest to jeden z powracających ze zwiadu tudzież łowów zbrojnych mieszkańców. Miał na sobie gruby, skórzany pancerz. Miał około trzydziestu, trzydziestu pięciu lat, trzymał się jednak jak dwudziestolatek i tejże przypuszczalnie by kondycji. Jego twarz pokryta była bladymi szramami i bliznami, ramiona były muskularne, bardzo silne, a dłonie duże, z długimi, grubymi palcami o wystających knykciach- nieobce im było trzymanie miecza, a samemu rycerzowi zamęt bitwy. Zatrzymał się, zsiadł z konia i rozejrzał się. Skinął na chłopaka nieopodal, około piętnastoletniego, o ryżej czuprynie, który zajmował się kilkoma końmi.
- Ej, mały, podejdź no tu. Jesteś koniuchem, tak?
- Tak, psze pana.
- Idę teraz porozmawiać z panem tego grodu. Daj mojemu koniowi belę siana i wiadro wody. Nie ugryzie cię -uśmiechnął się do chłopaka, a po chwili ten zorientował się że ma w dłoni srebrną monetę o sporym nominale. Wybałuszył oczy i spojrzał za oddalającym się powoli rycerzem.
-Psze pana!
- Tak?
- Pan mi dal… ta moneta… ja…
- To dla ciebie. Za opiekę nad koniem przez najbliższych parę dni –poklepał zdumionego dzieciaka po ramieniu i oddalił się
Skierował się ku schodom na lewo od wejścia, przechodząc obok skubiącego buta szewca i zakutego w dyby, dość nieprzyjaźnie wyglądającego wieśniaka. Wszedł na piętro, gdzie mieściła się sala obrad, kaplica oraz część pokoi rycerskich. Korytarz wiodący ku największej, obradowej, rozwidlał się na dwa kolejne, z których jeden prowadził do skrzydła z pokojami, a drugi do kapliczki. W tym drugim było też mniejsze wejście do malej celki pokutniczej, gdzie trzymano rycerza, który skalał się niecnym uczynkiem. W tej chwili dochodziło stamtąd przeciągłe sapanie, jakby ktoś pogrążony był w niespokojnym śnie. Rycerz wciąż podążał przed siebie. Wysokie drzwi prowadzące do sali narad były otwarte na oścież. Gdy wszedł tam, znajdował się tam jednak tylko jeden wojak, pomarszczony i poszramiony dziesiątkami blizn. Znać, że wiele bitew w życiu widział i w drugich tylu bral czynny udział. Wyglądał na rozsądnego, spokojnego człowieka, a bijąca od niego duma i dostojność budziły szacunek i ufność, że w jego zamku nikomu nic złego stać się nie może. Choć wyglądał na człowieka po sześćdziesiątce, trzyma się wciąż prosto, po wojskowemu. Zbroja na nim opinała wyrobione trudami ciało o żelaznej kondycji. Wciąż można było zauważyć potężną budowę ciała. Z pewnością w młodości był ogromnej siły.
Niebo zasnute było ciemnymi, burzowymi chmurami. Granatowe cumulusy przesuwały się powoli po niebie i nie zanosiło się na szybkie wypogodzenie. Jednak przez grubą warstwę chmur przebił się wąski, nieśmiały promień słońca oświetlając twarz zarządcy zamku. Ktoś obserwujący tych dwóch mógłby stwierdzić, że między starym a młodym jest wielkie podobieństwo w rysach twarzy, które były tak samo zdecydowane, szczęki mieli tak samo szerokie, usta w podobny sposób pełne, lecz nie wypukle, co przywodziłoby na myśl opoja i obżartucha z pospólstwa. Również sposób poruszania się, ogólna postura i podobne wojskowe trzymanie się prosto nasuwały myśl, iż ci dwaj na pewno w jakiś sposób są spokrewnieni. Starszy w końcu odszedł od okna i usiadł na jednym z pięknie rzeźbionych krzeseł.
- Ojcze?
- Usiądź.
Młodszy odsunął jedno ze skromniejszych siedzisk.
- Wiesz, po co cię tu wezwałem?- spytał poważnie starzec.
- Chyba się domyślam.- odpowiedział równie poważnie jego rozmówca.
- W tym kraju nie dzieje się ostatnio najlepiej- zaczął ponownie mężczyzna nazwany ojcem. –Jeszcze nigdy nie działo się tu tyle złego. Ktoś obudził cale zło, które jeszcze do niedawna drzemało pod powłoką ziemi, zepchnięte tam po wielu krwawych wojnach. Samo nie wyrwałoby się z uwięzi. Ten ktoś będzie usiłował ściągnąć na ziemię mrok. Dysponuje potężną mocą, Ma wiele oddanych sług, biegle włada czarną magią, a zwłaszcza nekromancją. Ludzie staną się bezwolnymi marionetkami, a raczej bezwolnymi zombie, gdy zaczną być wymordowywani i zmieniani w nieumarlych. Nie można do tego dopuścić. Posłałem po najlepszych czarodziejów, najlepszych rycerzy, wojowników. Jeśli będzie trzeba, sprowadzę najemników z przyległych państw. Ciebie synu, w tych niepewnych czasach, wezwałem jako pierwszego i pytam: czy pomożesz ojcu w tej nierównej walce?
Źródło: forumksiazki.pl/viewtopic.php?t=719